sobota, 5 listopada 2016

Prolog

       



         Dwójka nieszczęśliwie w sobie zakochanych bohaterów, chociaż przez ludność uważana za zdrajców starożytnego Egiptu, przebywała teraz w sypialni księżniczki. Wojownik, ale nadal dwudziestoletni młodzieniec o imieniu Amon. klęczał u stóp księżniczki, przepełniony żalem i troską. Ta tylko uśmiechnęła się na ten widok smutnie, przykładając swoje splecione dłonie do serca.
        — Byłabym bardzo rad, Amonie, gdybyś wstał... przecież dobrze o tym wiesz, że nie musisz mnie traktować jak kogoś, któremu trzeba oddawać cześć i szacunek. Jestem tylko zdra...
        — Ależ księżniczko — przerwał jej pospiesznie młody mężczyzna, patrząc wzrokiem pełnym bólu na jej twarz, uśmiechając się z poddaniem na widok jakiegokolwiek jej uśmiechu, który był prawie, że nie zauważalny w ostatnim czasie — jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś dla mnie esencją wszystkiego, czego pragnąłbym mieć na zawsze. Jesteś dla mnie...
        Nagle usłyszeli wielki huk i krzyki zza drzwi. Służka księżniczki, Tess, szybko zerwała się z łóżka, przerywając spokojne obserwowanie dwójki kochanków, podbiegając do Amona. Pomogła mu wstać, a towarzyszył jej tym niespokojny wzrok księżniczki.
        — O-oni już tu są? — przerażona hałasem dobiegającym na zewnątrz księżniczka wyglądała tak, jakby miała się zaraz rozpłakać — Mieli dopiero zjawić się za godzinę! Och, Amonie... — teraz rzeczywiście płakała, zasłaniając sobie nadal splecionymi dłońmi usta, aby człowiek, który był w niej ponad życie zakochany, nie usłyszał jej żalu jego osobą — Och, Amonie...
        Ten tylko ujął ją ciasno w ramiona, głaszcząc uspokajająco po włosach. Obaj wiedzieli, że nie zdążą już przygotować wojsk. Obaj wiedzieli, że to było ich ostatnie spotkanie i zobaczą się tylko po drugiej stronie tego świata. Obaj wiedzieli, że to koniec.
        Przed zdecydowanym wyjściem egipskiego wojownika, ten skradł jej drobny, pełen pożegnania, ale jednak gdzieś było odczuwać, że ten pocałunek jest wypełniony pasją i oddaniem. Księżniczka delikatnie się zarumieniła, aczkolwiek nie tak wyobrażała sobie ich pierwszego pocałunek, znowu łącząc wszystkie wspomnienia z Amonem w całość, dlatego też rozpłakała się jeszcze bardziej, opadając bezwładnie na jedwabny, królewski dywan dywan. Tess, widząc w takim stanie księżniczkę, chciała do niej podejść, objąć i wyszeptać pocieszające słowa, ale zdecydowała się na rolę cierpliwego obserwatora, co jeszcze bardziej odpowiadało jej osobie, jak i księżniczce. Postanowiła tak, iż dobrze wiedziała, że bardziej uspokajająco podziała na nią cichy szmer jej rozmyśleń dziejących się teraz dzielnie w jej głowie.
       Parę sekund po tym, jak egipska księżniczka usłyszała ogromny, pełen bólu krzyk, a potem głuchą ciszę, oświadczającą czyjąś mękę, postanowiła, że opuści bezpieczny pokój, mknąc w stronę wyjścia, a potem przez długie, niekończące się korytarze pałacu, wpadającym tym samym na niejakiego rzymskiego księcia, Maximusa. Ten zaskoczony jej obecnością młodej kobiety, kazał swoim wojownikom i byłej kochance, narzeczonej o imieniu Bastet, pozostać w bezruchu, a sam się wybrał do czarnowłosej, składając jej na przywitanie zwykłe, aczkolwiek wypełnione szacunkiem skinienie głowy. Ta tylko zacisnęła pięści, siłując się nie rzucić na rzymianina, ponieważ nienawidziła go całym sercem i duszą, gdyż to on miał zabić właśnie jej ukochanego, a jeszcze bardziej nienawidziła jego byłej kochanki, iż z jej rozkazu podobno trzeba było uśmiercić Amona.
       Bez słowa wziął ją za rękę, prowadząc ku wyjściu z zamku. Egipcjanka opierała się jego czynowi tylko przez parę minut, z czasem rozumiejąc, że to i tak jej nic nie da. Kiedy byli już na zewnątrz, ten kazał delikatnie wrzucić ją do środka transportu jego sługom, a sam pomaszerował z tryskającą triumfem Bastet na przód. Wrzucono ją oczywiście z pogardą, ale nikt nie miał zamiaru się tym przejąć. Lovete przez parę godzin cichej i pospiesznej wędrówki poczuła senność i opadające powieki. Czuła przepełniającą jej umysł radość, że zaraz się obudzi w swoim świecie. Ale jeszcze bardziej nie mogła tego znieść, że tam też ją czeka taka sama niesprawiedliwość, jaką odczuwała dotychczas, będąc nieplanowanie posiadaczką wisiorka, który czynił z niej egipską księżniczkę.