Ciągle budzę się nocą wśród chłodu
Patrząc na cienie wpełzające na ściany
Sprawiając, że czuję się w sposób, którego nie umiem określić
Dochodzi pierwsza w nocy, kiedy się przebudzam. Czuję zimne krople potu na swoim czole, pod ciasno zaciśniętymi opuszkami palców czuję przylegający do nich chropowaty materiał płótna materaca. Chcę odliczyć do dziesięciu, przymykając oczy — robiąc to tak, jak robiłam, będąc dzieckiem, kiedy przyśnił mi się koszmar, a za wszelką cenę pragnęłam go odpędzić. Choć dobrze wiem, że zmuszenie się do zaśnięcia będzie zbyt ryzykowne, próbuję. Ku uldze — na daremno.
Z każdą sekundą przyzwyczajam się do otaczającej mnie rzeczywistości — kątem oka zerkam na moją przyjaciółkę, którą była przynajmniej przed wyjazdem do Centrum. Jej wyraz twarzy wraz z oddechem wydają się być tak spokojne, aż zatęskniłam za snami, które w ten stan by mnie wprowadzały. Momentalnie odwracam wzrok na okno, bezradnie szukając swojej ostatniej deski ratunku, odpychając jednocześnie przypływy narastającej melancholii z każdą minutą w moim sercu.
– Nie śpisz? – słyszę cichy, aczkolwiek stanowczy szept, więc pospiesznie odwracam głowę w kierunku głosu. W ciemności nie widzę za dobrze, ale pomimo tego, wiem, do kogo należy. Drobna, rudowłosa dziewczyna oddycha spokojnie, podpierając głowę o ścierpniętą rękę, drapiąc się po obojczyku. Wyczekiwała w ciszy mojej odpowiedzi, a ja nadal nieumiejętnie próbowałam znaleźć sens tego, czego przed chwilą byłam świadkiem.
Skoro Amon został (najprawdopodobniej) zamordowany, to co z królestwem? Czy rzeczywiście upadło, na moich oczach? Najprawdopodobniej zbyt przejęta sobą, nie zauważyłam, że przede mną sypią się tak ważne rzeczy. Pomimo, że to nie należy do moich obowiązków, powinnam o to zadbać. Kolejny przejaw niedorzecznego egoizmu i zapatrzenia się w swoje problemy, które jak zwykle muszą być przecież najważniejsze.
Zatracając się w swoich rozmyślaniach, nie zauważyłam nawet, kiedy Marilyne postanowiła opuścić swoje ciepłe legowisko. Odsunęłam się delikatnie do ściany, aby zrobić jej miejsce. Rudowłosa odgarnęła trochę kołdrę i usiadła przy mnie, na łóżku. Przyłożyła mi dłoń do czoła, odgarniając parę niesfornych kosmyków z mojego czoła.
— Znowu ci się to śniło...? — szepnęła czule, a ja się mimowolnie wzdrygnęłam. Oczywiście, że codziennie mi się to śni — nie potrafię zmrużyć oka, nie bojąc się, co po tej drugiej stronie się stanie, za jaką zbrodnię będę tym razem odpowiedzialna, za czyją śmierć jestem odpowiedzialna. Co jeszcze dziwniejsze — nie potrafię tego opanować, pozbyć się tego. I to się dzieje naprawdę, wtaczam się w przeszłość, historię — to dlatego jest tak przerażające. Bo wtaczając ważny aspekt w przeszłość, odbija się on na przyszłości.
Zrezygnowana mruknęłam i pokiwałam lekko głową, czując, jak mój mózg delikatnie sygnalizuje, że ma dość na dzisiaj, chociaż dzień nawet dobrze się nie rozpoczął. Marilyne posłusznie wstała z mojego łóżka, idąc w stronę swojego, przez drogę zerkając za ramię.
— Jakby co, to wiesz, że na mnie zawsze możesz polegać — dodała, kładąc się do łóżka. Przykryła się szczelnie kołdrą, po czym znowu na mnie zerknęła i beznamiętnie powiedziała — Dobranoc.
— Dobranoc — odszepnęłam, mocniej wtulając się w powoli ocieplający się materiał pod moją skórą. Powoi czułam, jak zaczynają mi opadać powieki, chociaż nie był to odpowiedni czas dla zasypiania, gdyż musiałam działać — i to szybko.
Czy to odpowiedni moment, aby obudzić panią Helenę i powiedzieć jej o tym wszystkim? Może.
Ale teraz zdecydowanie pragnę tylko jednego.